Ines de Ramon: nazwisko tajemnicze jak zapach ekskluzywnych perfum w luksusowej windzie hotelu w Los Angeles. Jeszcze parę lat temu mało kto znał to imię. Dziś? Jest stałym bywalcem kolumn plotkarskich i obiektem zainteresowania fashionistów oraz sympatyków kultury celebrytów. Ale kim właściwie jest ta elegancka brunetka, która szturmem zdobyła czerwone dywany i serca gwiazd? Poznajmy ją nieco bliżej, zanim znów zniknie nam z pola widzenia… i znów wszyscy będą się zastanawiać, skąd się wzięła.
Nie Tylko Była Żona Paula Wesley’a
Choć dla wielu Ines de Ramon pojawiła się na radarze jako (już była) żona gwiazdy „Pamiętników wampirów”, Paula Wesley’a, jej historia nie zaczyna się i nie kończy na jednym związku z Hollywood. Z wykształcenia jest specjalistką do spraw zdrowia i odżywiania, a więc zdecydowanie nie tylko „ładną buzią”. Ines ukończyła renomowane studia w dziedzinie biznesu i zarządzania zdrowiem, a na co dzień zajmuje się doradztwem wellnessowym dla osób z pierwszych stron gazet.
Jej życie zawodowe nie przypomina jednak dramatów z TikToka – to solidna kariera oparta na wiedzy, pasji i samodyscyplinie. A to, w świecie celebrytów, naprawdę robi różnicę!
Związek z Bradem Pittem – Netflixowy Plot Twist
A skoro już jesteśmy przy pierwszych stronach gazet – nie sposób nie wspomnieć o jej najbardziej medialnym związku. Tak, mowa o związku z samym Bradem Pittem. Kiedy media społecznościowe zahuczały od wspólnych zdjęć tej dwójki, wielu nie mogło uwierzyć: czyżby Hollywood’s Golden Boy naprawdę znalazł nową muzę? A może to tylko chwilowy flirt i dobrze skalkulowany rebranding?
Jedno jest pewne – od kiedy Ines de Ramon pojawiła się u boku Brada, jej nazwisko przestało być „to nie to, ale brzmi znajomo” – i zaczęło grzać miejsce w wyszukiwarkach tak skutecznie, jak ostatni sezon „Emily in Paris”. Jeżeli chcesz dowiedzieć się, co jeszcze jest trendy na ekranie, rzuć okiem na Ines de Ramon… to znaczy, na filmy, które umknęły Twojej uwadze!
Styl Życia: Jogurt Grecki, Joga i Jachty
Jeśli wydawało Ci się, że życie Ines to tylko eleganckie kolacje i czerwone dywany – jesteś w błędzie. Jasne, Instagram pokazuje ją w kreacjach od Diora czy Chanel, popijającą espresso w ogrodzie wartego fortunę domu w Bel Air. Ale za tym luksusem kryje się bardzo zrównoważony styl życia, w którym pierwsze skrzypce grają zdrowie psychiczne, aktywność fizyczna i odrobina mindfulness.
Ines nie ukrywa, że jej dni zaczynają się od 20-minutowej sesji jogi, a dopiero później zaczyna się „przemyślany chaos” dnia codziennego. W menu – dużo zielonych koktajli, migdałowe mleko i, oczywiście, jogurt grecki z owocami. Wakacje? Tylko w minimalistycznym stylu – luksusowe jachty, ale z książką i muzyką medytacyjną. No i bez paparazzi, jeśli można skromnie poprosić.
Ines kontra Świat Mody – Kto zyskał więcej?
Można śmiało powiedzieć, że moda i Ines to para doskonała. Gdziekolwiek się nie pojawi, wzbudza poruszenie wśród stylistów i projektantów. Jej styl to perfekcyjne połączenie francuskiej nonszalancji z kalifornijską świeżością – coś pomiędzy Mademoiselle Chanel a influencerką z Venice Beach. Jak ona to robi? Minimalizm, doskonałe tkaniny i zero nachalnych logo. Bo styl to nie metka, tylko podejście do życia.
Na czerwonych dywanach zachwyca w stonowanych kolorach, często wybierając klasykę z nowoczesnym twistem. A w życiu codziennym? Oversize swetry, naturalny makijaż i torby, które wyglądają jakby były wyciągnięte z szafy Miroslavy Dumy. Krótko mówiąc – Ines de Ramon po prostu wie, jak wyglądać dobrze, nie wyglądając, jakby się za bardzo starała (co, przyznajmy, udaje się tylko nielicznym i wszystkim bohaterkom francuskich filmów).
Ines de Ramon to zdecydowanie więcej niż tylko „dziewczyna znanych chłopaków”. To kobieta wielu talentów, która z wdziękiem lawiruje między światem sportowych legginsów a galową suknią haute couture. Jej styl życia łączy siłę, delikatność i dużo zdrowego rozsądku — czego, bądźmy szczerzy, często brakuje w świecie zdominowanym przez blichtr i filtr „Paris”. Podążanie za nią to jak oglądanie dobrego thrillera: niby się domyślasz, co będzie dalej, ale i tak jesteś zaskoczony. I właśnie za to ją lubimy!