Site Overlay

Co to jest Maladaptive Daydreaming: Objawy, Przyczyny i Leczenie

Wyobraź sobie, że właśnie zdobywasz Oscara, ratujesz świat przed inwazją kosmitów albo prowadzisz talk-show z Ryanem Goslingiem i kotem w roli współprowadzącego. Wszystko to w czasie, gdy powinieneś pisać raport, wyrzucać śmieci lub co gorsza – słuchać szefa podczas zebrania. Brzmi znajomo? Każdemu zdarza się uciekać myślami w lepszy świat, ale co jeśli to nie przerwa na marzenia, tylko styl życia? Właśnie tu wkracza zjawisko, które nosi nazwę maladaptive daydreaming – i uwierzcie, ma o wiele więcej wspólnego z psychologią niż z lenistwem.

Malowanie świata marzeniami – czyli czym jest maladaptive daydreaming

Choć brzmi jak nazwa zespołu indie rockowego lub egzotycznego dania w hipsterskiej knajpie, maladaptive daydreaming to realne zjawisko psychiczne. W skrócie, chodzi o nadmierne, kompulsywne fantazjowanie – tak intensywne, że może utrudniać normalne funkcjonowanie. Osoba z tym problemem spędza godziny, zatopiona we własnym, wewnętrznym serialu – z rozbudowaną fabułą, bohaterami i cliffhangerami, które mogłyby zawstydzić twórców „Gry o Tron”.

Problem nie polega na tym, że ktoś ma bujną wyobraźnię (co przecież jest całkiem urocze), ale na tym, że ten „wewnętrzny Netfliks” zaczyna odbierać chęć i zdolność do życia w realnym świecie. Kiedy potrzeba marzeń na jawie przestaje być wyborem, a staje się koniecznością, mamy do czynienia z maladaptive daydreaming.

Objawy – znak, że jesteśmy raczej reżyserem własnego serialu niż aktorem w realnym życiu

Jak rozpoznać, że zamieniliśmy życie w wielosezonową produkcję mentalną? Objawów może być kilka i nie sposób ich zignorować. Po pierwsze – nadmierna ilość czasu spędzonego na marzeniach. Tu nie mówimy o kilkuminutowych odpływach w tramwaju czy pod prysznicem. Mowa o kilku godzinach dziennie!

Do tego dochodzą rutynowe zachowania towarzyszące fantazjom, jak nerwowe chodzenie po pokoju, słuchanie powtarzalnej muzyki czy mruczenie dialogów niczym renesansowy aktor-na-próbie. W skrajnych przypadkach dochodzi nawet do zaniedbywania obowiązków (czytaj: maili od szefa), relacji społecznych i poczucia kontroli nad czasem.

Co odpala ten wewnętrzny projektor? Przyczyny maladaptive daydreaming

Jak powstaje potrzeba ucieczki w świat marzeń bardziej wciągający niż TikTok? Naukowcy podejrzewają, że klucz tkwi w przeszłości – traumatyczne doświadczenia, chroniczne poczucie odrzucenia lub samotność mogą być punktem zapalnym. Fantazje stają się wówczas bezpiecznym azylem, strefą komfortu, gdzie można być bohaterem, królową wszechświata, albo po prostu nie czuć się źle.

Często pojawia się też powiązanie z innymi zaburzeniami, jak ADHD czy OCD. W wielu przypadkach maladaptive daydreaming jest swoistym mechanizmem adaptacyjnym, który… przestaje działać adaptacyjnie. W skrócie: to plan B, który zaczął rządzić planem A.

Stawić czoła wyobraźni – leczenie i sposoby radzenia sobie

Zła wiadomość: nie ma jeszcze oficjalnego wpisu tego zjawiska do DSM (Diagonstycznego i Statystycznego Podręcznika Zaburzeń Psychicznych), co nieco komplikuje sprawę diagnozy. Dobra wiadomość: są metody, które pomagają. Przede wszystkim – psychoterapia, najlepiej w nurcie poznawczo-behawioralnym. Tam można nauczyć się, jak rozpoznawać momenty odpływania i jak „ściągać siebie na ziemię”.

Pomocne bywa też prowadzenie dziennika, dzięki któremu można ustalić wzorce i okoliczności, kiedy świat fantazji zaczyna przejmować stery. Dodajmy do tego aktywność fizyczną (bo naprawdę trudno biegać i marzyć o Oscarze jednocześnie), odpowiednią ilość snu i zmniejszenie ekspozycji na zapalne bodźce – jak muzyka czy scenariusze uruchamiające marzenia.

Czy każdy dreamer to maladaptive dreamer?

Nie panikujmy – każdy z nas czasem odleci w świat ułudy i własnego sitcomu (moja ulubiona rola: złośliwy, ale uroczy sąsiad). Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy marzenia na jawie stają się bardziej atrakcyjne od rzeczywistości i zaczynają ją kolonizować. Jeśli twoje fantazje to tylko niewinna rozrywka między spotkaniami na Teamsie – jesteś bezpieczny.

Maladaptive daydreaming różni się od zwykłego „bujania w obłokach” intensywnością, częstotliwością i wpływem na codzienne życie. To nie Disneyland wyobraźni, ale zamykająca nas w złotej klatce hiperrzeczywistość, w której coraz trudniej odnaleźć wyjście.

Maladaptive daydreaming to fascynujące, choć trudne zjawisko, które pokazuje, jak potężna może być nasza wyobraźnia – i jak zdradliwa, gdy wymyka się spod kontroli. Jeśli czujesz, że twoje marzenia zaczynają mieć lepszą jakość życia niż ty sam, warto poszukać pomocy i wrócić do „tu i teraz”. Bo chociaż życie nie ma efektów specjalnych i scenariusza pisanego przez Tarantino, to wciąż ma coś, czego nie oferuje żadna fantazja – prawdziwych ludzi, emocje i możliwość wysłania śmiesznego mema o 3:00 w nocy. A to, przyznajmy szczerze, jest bezcenne.