Site Overlay

Jean-Claude Van Damme i jego żony: Historia małżeństw słynnego aktora

Czy można znaleźć miłość kopiąc z półobrotu? Jean-Claude Van Damme udowadnia, że tak… choć czasem trzeba próbować kilka razy! Znany na całym świecie aktor, mistrz sztuk walki i człowiek o niesamowitym rozkroku (dosłownie), Jean-Claude Van Damme, poza swoimi wyczynami na ekranie, zyskał także reputację niepoprawnego romantyka. Przez lata jego serce przyciągały różne kobiety, a on sam kilkukrotnie wypowiadał słowa przysięgi małżeńskiej. Ile razy powiedział „tak”? I która jean-claude van damme żona okazała się tą jedyną? Sprawdźmy tę kopaną historię miłosną!

Miłość w rytmie karate – pierwsza runda

Pierwsza żona Van Damme’a, Maria Rodriguez, pojawiła się w jego życiu jeszcze wtedy, gdy świat nie znał jeszcze jego legendarnego rozkroku między dwoma tirami. Para pobrała się w 1980 roku, a ich związek trwał… całe trzy lata. Świeżo upieczony aktor dopiero stawiał swoje pierwsze kroki w Hollywood, a życie na walizkach i ambicje filmowe szybko ostudziły romantyczny zapał. Choć małżeństwo nie przetrwało próby czasu, stało się fundamentem dla przyszłych romansów aktora – bo Van Damme najwyraźniej rozsmakował się w uczuciach tak samo jak w kopniakach z wyskoku.

Francuska fala uczuć – druga i trzecia żona

Po krótkim epizodzie samotności, Van Damme postanowił po raz drugi połączyć się na dobre i na złe z kobietą o imieniu Cynthia Derderian. Małżeństwo to było tak krótkie, że przegapić je mogła nawet prasa brukowa. Po kilku miesiącach rozwodu, aktor dał kolejnej miłości szansę i tym razem powiedział „tak” pianistce Gladys Portugues. To właśnie ona zasługuje na osobny rozdział w tej opowieści – o niej więcej za chwilę.

Przedtem jednak należy wspomnieć o Darcy LaPier – modelce i aktorce, z którą Jean-Claude ożenił się w 1994 roku. Małżeństwo przetrwało pięć lat, co jak na hollywoodzkie standardy można uznać za wieczność. Ich związek owocował narodzinami syna, ale interferencje zawodowe, konflikty w stylu „Sam przeciwko wszystkim” i rzekome skoki w bok Van Damme’a, ostatecznie zakończyły tę relację na ringu rozwodowym.

Powrót Gladys: miłość silniejsza niż kickbox

Gladys Portugues to chyba jedyna kobieta, która potrafiła naprawdę poskromić serce belgijskiego mistrza rund od pierwszego spojrzenia. Była kulturystka, znana z rzeźby ciała równie imponującej jak bicepsy Arnolda Schwarzeneggera, po raz pierwszy wyszła za Van Damme’a w 1987 roku. Mieli razem dwójkę dzieci i wiedli życie godne rodzinnego albumu… do czasu. W 1992 roku – rozwód. Ale jak to mówią: miłość nie zna granic ani… spinających kopniaków.

W 1999 roku para ponownie się zeszła i powiedziała sobie „tak” po raz drugi. Od tego czasu pozostają razem, co w przypadku aktora znanego z roli Franka Duxa w Krwawym sporcie należy uznać za spektakularny sukces. Dziś jean-claude van damme żona to Gladys Portugues – kobieta, która zna zarówno jego mocne, jak i słabe strony… i nadal decyduje się iść z nim przez życie. To niesamowite, biorąc pod uwagę długość listy jego ekranowych przeciwników i byłych partnerek!

Czy małżeństwo to wyższy poziom sztuki walki?

Jean-Claude Van Damme udowodnił, że przysięgi składa się nie tylko na ringu. Choć jego życie uczuciowe przypominało niekiedy akcję z kina klasy B – szybkie tempo, dużo emocji i zaskakujące zwroty akcji – to ostatecznie belgijski wojownik serca odnalazł stabilizację. Gladys nie tylko przetrwała z nim ponad dwie dekady w drugim podejściu, ale także stała się jego kotwicą w wymagającym świecie show-biznesu.

Być może to wspólne doświadczenia, dzieci, obopólna miłość do fitnessu i zdolność do śmiania się z życia (nawet gdy Van Damme filozofuje w wywiadach o energii wszechświata), uczyniły ich związek trwałym. Zresztą, po tylu filmowych oberwaniach, Van Damme musiał w końcu znaleźć kogoś, kto go naprawdę „przytrzyma” – i nie chodzi tu o technikę judo.

Jean-Claude Van Damme przeszedł przez życie niczym przez kolejne sceny filmowe: z impetem, dramatyzmem i nieskończoną pasją. Choć jego serce kilkukrotnie się łamało, zawsze znajdował siły, by wrócić na plan… i do ołtarza. Dziś może powiedzieć, że w końcu znalazł tę jedyną, której przysięga to nie rola – to życie. I choć tanga się tańczy we dwoje, to w przypadku Van Damme’a czasem przydaje się też szpagat do pełni ekspresji.